Jesteśmy właśnie świadkami największego zwycięstwa polskiej prawicy. W ostatnich dniach PiS odniósł jeden z największych swoich sukcesów w historii – przetrwał potężne uderzenie komunistycznej międzynarodówki i nie rozpadł się na kawałki. Cios był bolesny i chwilowo trochę prawicę obezwładnił, przez chwilę politycy nie mogli złapać oddechu, pogubili się dziennikarze i publicyści. Tak, jest dużo rozczarowania, zawodu, może nawet nieco zwątpienia. Poleciało trochę wiór, ale gdzie drwa rąbią tam wióry lecą. A prawica przetrwała atak, sztorm potężniejszy od zawieruchy, jaką zgotować mogli lokalni czerscy, rude lisy i inne oWSIki. Dużo więksi pociągają tym razem za te sznurki i stoją za sterami operacji.
I dlatego naprawdę mamy powód do radości. Nie doszło do wymarzonych przez autorów astroturfingu zamieszek na ulicach, nie ma rannych ani, nie daj Boże, zabitych. Nie ma żadnego pretekstu do fizycznej lub zbrojnej ingerencji w Polsce. Nie ma też czym straszyć inwestorów, nie istnieją żadne racjonalne przesłanki do dalszego sztucznego obniżania kursu złotego (a zaczęto tę broń wprowadzać w zeszłym tygodniu). Nie udało sią zniszczyć Polski tak, jak rozłożone zostały gospodarki innych krajówprzez Georga Sorosa prawomocnie skazanego przez Sąd Najwyższy (tak!) we Francji w 2006.
Polacy nie tylko odparli ten atak, ale przede wszystkim wysłali w świat jasne przesłanie: chcemy spokoju i kraj będziemy reformować skutecznie, panujemy nad sytuacją, koncertujemy się na reformach i budowaniu silnego państwa, mocnej gospodarki.
Bomba wrzucona na nasze podwórko została, dzięki kolektywnej pracy polityków prawicy, rozbrojona i nie doszło do detonacji, nie powiódł się plan zdestabilizowania sytuacji do stanu, w jakim tzw. „społeczność międzynarodowa” przyszłaby nam z „pomocą”. Wyrazy uznania należą się wszystkim liderom PiS, którzy potrafili w tych dniach łagodzić nastroje, a także prezydentowi Andrzejowi Dudzie, pomimo jego niedociągnięć komunikacyjnych i dwóch słabych przemówień. Było ciężko, ale, lepiej lub gorzej, dali radę.
Komunistyczna międzynarodówka i jej sojusznicy spod czerwonych sztandarów, wszystkie te armie zjednoczone w celu wywrócenia Polski do góry nogami, zostały zatrzymane i zmuszone do długiego marszu. Nie udał się im szturm, do którego pretekstem była dyskusja nad polskim systemem sądowniczym (przestańmy wierzyć w bajki, że liderów UE interesuje, kto w Polsce powołuje sędziów Sądu Najwyższego – wolne żarty!).
Optymistycznie zakładali, że wezmą Polskę jednym uderzeniem swych połączonych sił, ale nie udało się. Polscy liderzy polityczni wytrzymali ten napór, wykazali się dużą mądrością i roztropnością, jak i politycznym wyrachowaniem.
Zjednoczone siły próbujące wykoleić polskie władze będą musiały dalej inwestować środki w tą walkę, którą na pewno będą dalej prowadzić. Zobaczymy jak grube mają portfele, i ile mają cierpliwości. W zasobność jednego i drugiego nie wątpię, nie mniej jednak będą musieli teraz ponownie przekalkulować swój budżet i zastanowić się, czy nie bardziej opłaca się zainwestować środków gdzie indziej, lub czekać na inny, właściwszy moment. Naszym zadaniem jest nie dopuścić, aby ten „inny, właściwszy moment” przyszedł.
Chcieli zwycięstwa w szybkim sprincie, a zmuszeni zostali przez polską prawicę do długiego maratonu. Polskie władze nie dały się pokonać w sprincie, na tych stu metrach na maksymalnej prędkości, okazały się silniejsze niż spodziewał się przeciwnik.
Jeżeli chcą się z polskimi władzami dalej mierzyć, będą musieli teraz wytrzymać polskie tempo. A bieg odbywa się na pełnej prędkości, nasze wskaźniki ekonomiczne idą w górę, systematyczna praca nad naszą kondycją przyniosła pierwsze efekty. Chcą biec, niech biegną, zobaczymy kto ma lepszą kondycję i potrafi skuteczniej zmieniać tempo wyścigu, kontrolować grę.
Polscy liderzy rozbroili bombę, wytrzymali ten sprint i biegniemy dalej. To długi wyścig złożony z licznych etapów wiodących przez kręte, górskie drogi. Liderzy prawicy w minionych dniach pokazali, że mają potencjał, aby wygrać te długie zawody.
=====