Pewnym osobom zależało na rozbrojeniu bomby atomowej w postaci teczek pełnych „haków”, jakie kolekcjonował przez dziesięciolecia „Capo di tutt’i capi” zbrodniarzy komunistycznych w Polsce. Jak na razie na aferze najbardziej zyskał Ryszard Petru. Dzięki akcji z szafą jego ugrupowanie ma szanse ostatecznie pogrążyć PO i stworzyć śmierdzącą atmosferę wokół PiSu, który niepotrzebnie dał się wciągnąć w dyskusję.
W wyniku prowokacji (w klasycznym sowieckim stylu) otworzyła się kolejna szafa, tym razem szafa Kiszczaka, a może raczej kilka sejfów, jakie prawdopodobnie były prawdziwą bombą atomową, jaka mogłaby spaść na postkomunistów, gdyby rzeczywiście eksplodowała. Taką eksplozją byłaby nieoczekiwana rewizja policji na terenie nieruchomości Kiszczaków. Do nieoczekiwanej rewizji jednak nie doszło i nigdy już nie dojdzie. Rewizję spowodowała Kiszczakowa, w momencie, należy się domyślać, dla niej, i jeszcze zapewne kogoś innego, odpowiednim. W wyniku rewizji znaleziono to, co Kiszczakowa chciała, aby znaleziono.
Tak czy inaczej, z szafy, otwartej w wyniku zaproszenia od Kiszczakowej, zaczęły wypadać trupy polityczne. Pierwszy wypadł obywatel Wałęsa Lech. I jak na razie nic więcej nie chce z szafy wypaść. Ale wypadnie, gdy będzie to komuś na rękę. Czyż nie jest to zadziwiający przypadek, że głównym, jak na razie, znaleziskiem wydobytym z szafy Kiszczaka jest znany od wielu lat fakt, że były prezydent współpracował z SB? I tak oto rozbrojono tę bombę, o potencjalnie znacznej sile rażenia.
Ciekawe, kto jest saperem i dlaczego zdecydował się na akcję właśnie teraz? Media nie szukają niestety prawdziwego rozbrajacza tej bomby. Pojawiło się tylko kilka gdybań, a saper, jak słusznie zauważył profesor Nowak, siedzi zapewne w Moskwie. Bez względu, która z medialnych hipotez odpowiada prawdzie, zawartość kiszczakowych polis na życie i władzę w PRLu i III RP, nie ma aż tak wielkiego znaczenia. Czegóż nowego możemy się bowiem z tej szafy dowiedzieć? Tak naprawdę niczego. Ostatnie dwadzieścia parę lat, pozwoliło każdemu obserwatorowi polskiej polityki, dobrze zorientować się „who is who”. Zainteresowani mają już od dawna klarowność, kto stoi po której stronie.
Gdybyśmy mogli, z szafy Kiszczaka, dostać wiarygodne informacje o tragedii smoleńskiej, lub zamachu na Jana Pawła II, lub źródeł finansowania KODu, względnie coś o Ryszardzie Petru, to była by to pewna nowość. Wiadomo jednak, że nic wiarygodnego w tych sprawach z szafy Kiszczaka się nie dowiemy. Nie dowiemy się również czego moglibyśmy się z szafy dowiedzieć, gdyby rewizja u Kiszczaków nie została sprowokowana przez Kiszczakową.
Niektórym jednak zależy, aby odwrócić uwagę opinii publicznej od spraw istotnych. Ta wypadająca z szafy teczka Wałęsy coś zasłania, niczym smoleńska mgła.
Środowiska Gazety Wyborczej rzuciły się na ratunek Wałęsie, ale wszyscy wiemy, że jego już nic nie obroni. Będzie się więc toczyć batalia, jakiej wynik jest już dawno znany, a coś na prawdę ważnego, czym powinniśmy się zająć, gdzieś się wymknie bokiem.
Na razie wymyka się dyskusja o korzeniach ugrupowania Petru, a więc siły politycznej, która na szafie Kiszczaka, jak na razie, zyskuje najwięcej. W smród szafy Kiszczaka udało się wkręcić obóz PO i środowiska PiSu, które zupełnie niepotrzebnie wzięły udział w mrocznej dyskusji, o tym co było w przeszłości.
A tym czasem na lewej, postkomunistycznej stronie trwa zażarta walka o przyszłość. Na razie o władzę na lewicy. SLD, PO i Nowoczesna, a więc spadkobiercy komunistycznego reżimu, starają się wyłonić lidera. Lidera, jaki mógłby skutecznie powalczyć z PiSem. Ugrupowanie takie, aby mogło być skuteczne w walce o władzę w Polsce najpierw musi się uwiarygodnić w oczach społeczeństwa, skontrastować z innymi ugrupowaniami post-komunistycznymi, wykazać, że to tamci są umaczani w zdradę, a oni to „nieskazitelni patrioci”. Jak na razie dzięki szafie Kiszczaka „uwiarygodnia” się Ryszard Petru.
=====